BetterLand w Indiach
Kiedy zobaczyłem pierwszą krowę przy autostradzie zaraz po wyjeździe z lotniska, to pomyślałem, że chyba mi się przywidziało ze zmęczenia.
Tylko że chwilę później zobaczyłem mnóstwo małp… i znów co jakiś czas kolejne krowy i psy. Krowy były wszędzie. Przy autostradach, sklepach, na skrzyżowaniach… a dosłownie 5 minut później zaczęła się i nie skończyła przez 12 następnych dni rzeka ludzi. Wszędzie dużo ludzi.
I niby człowiek o tym czytał i oglądał, ale kiedy to zobaczyliśmy na własne oczy, to w naszych głowach eksplodowały gejzery adrenaliny i endorfin. Przylegliśmy do bocznych szyb samochodu i nie mogliśmy się od nich odkleić. Nasze oczy zrobiły się duże i ciekawe. Co chwilę widziały coś nowego.
Wyobrażaliśmy sobie Delhi i Indie bardziej pustynne, bez roślin, pełne śmieci i smogu. W rzeczywistości było tam mnóstwo drzew i roślinności. Pięknej roślinności. Rzeki ludzi, śmieci ale także roślinności.
Indie mają też swój zapach. Poczuliśmy go w pierwszej sekundzie po otwarciu drzwi samolotu. Ten zapach znaliśmy doskonale, ale nie wiedzieliśmy, że to zapach Indii. Dotychczas towarzyszył nam, gdy otwieraliśmy kontener z Indus Valley. Myśleliśmy, że to zapach Indus Valley, ich ziół i produktów. Nie. Ten kraj ma swój zapach. Z czasem przestaliśmy go odczuwać. Nasze nozdrza się przyzwyczaiły, aż do powrotu do Polski, kiedy znów otworzyliśmy walizkę i poczuliśmy, że wszystkie nasze ubrania pachną inaczej - Indiami.
Sporo w życiu podróżowaliśmy, ale Indie zrobiły na nas piorunujące wrażenie. Przed wyjazdem dużo czytaliśmy i rozmawialiśmy z osobami, które były w Indiach. Najwięcej opowiadał mi o Indiach Marcin z Momma Ayurweda. Opowiadał o nich niekiedy enigmatycznie i filozoficznie. Na przykład: Indie odpowiedzą Ci tym, co masz w sercu. I człowiek się zastanawia: co ja mam w sercu? ? Tak wiele skrajnych opinii o Indiach słyszeliśmy, że nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać.
.jpg)
Sprawdziło się jednak to, co mówił o Indiach Marcin. Indie do nas przemówiły tym, co mamy mocno w sercu: wrażliwością na środowisko, piękno, zwierzęta, drugiego człowieka, inność, przemiany społeczne, religie, potrzebą zmiany świata na lepszy. Marcin dużo opowiadał o tym, że w Indiach, kiedy ludzie widzą, że komuś dzieje się krzywda, szybko starają się pomóc. Ta opowieść przed wyjazdem była ważna dla Gosi i Madzi, z którą tam jechaliśmy. Bały się tego wyjazdu, a słowa Marcina były balsamem.
Pomaganie innym odczuwaliśmy od pierwszej minuty w Indiach oraz w rozmowach z Leeną z Indus Valley o różnicach kulturowych między Europą a Indiami. Opowiadała nam, jak kiedyś widziała w centrum miastach we Francji zapłakaną kobietę w ciąży, która ciągnęła walizkę i dziwiło ją, że nikt do niej nie podchodził. W Indiach to nie do pomyślenia… po pierwsze, ktoś by jej szybko pomógł z walizką, a po drugie otoczono by ją opieką, zapytano, co się dzieje. Rzeczywiście, o nas także przez cały wyjazd troszczono się aż z za dużą przesadnością. Wcale nie dlatego, że jesteśmy z Polski i jesteśmy klientem. Dlatego, że Hindusi tak mają.
Co nas jeszcze dotknęło…? Słuchając o kulturze i historii Indii dochodzi się do wniosku, że my Europejczycy mamy rozbuchane ego i przekonanie o swojej wspaniałości.

Indie dotknęły dwie plagi, które zniszczyły i wykorzystały je po setkach lat bycia potęgą cywilizacyjną i kulturową … Pierwsza, to kolonie, które totalnie ograbiły Indie wykorzystując dobroć i szacunek Hindusów. Grabież Indii zakończyła się niedawno, choć w rozmowach niektórzy podkreślają, że trwa nadal poprzez transfer najlepszych specjalistów do USA i innych krajów zachodnich oraz poprzez wykorzystywanie taniej siły roboczej.
Druga, to plaga plastiku, która w połączeniu z przeludnieniem w dużych miastach spowodowała, że wiele miejsc wygląda jak wygląda. Być może kiedyś było to tak, że te resztki z konsumpcji przed erą plastiku wyrzucało się na ulicę a zwierzęta (krowy, małpy, psy, świnie) to zjadały, naturalnie sprzątały. Dziś nadal być może niektórzy tak robią, choć ani razu nie widzieliśmy, by ktoś celowo wyrzucał po sobie śmieci na ulicę. Wydaje się, jakby był problem z niewydolnością systemu komunalnego.
Bo przyjrzyjmy się liczbom: aglomeracja Delhi ma obecnie 36 mln ludzi. Nasz cały kraj ma 38 mln. Całe Indie to ponad 1,4 mld ludzi. Dlatego wszędzie są tam ludzie. Wszędzie. Na odcinku 400 km autostrady może przez 2 kilometry zdarzyło się, że nie było nikogo przy drodze, kto by gdzieś akurat szedł, palił ognisko lub coś sprzedawał.

Często ktoś widząc zdjęcia z Indii oburza się ich śmieciami i biedą. Ludzie myślą, że to wynika z ich niechlujności, lenistwa i celowości. Trzeba pamiętać będąc w Indiach, że były one po prostu okradzione przez m.in. kolonie brytyjskie. Bardzo zwracała na to uwagę jedna z naszych towarzyszek Shalini. To tak jakby spalił Ci się dom, nic by Ci nie zostało i ktoś przyszedłby z pretensjami, że chodzisz w brudnych ubraniach i śpisz na ulicy.
Do tego Indie rozwijają się w zawrotnym tempie, stąd tak dużo kontrastów.
Pamiętajcie: to nasze pierwsze wrażenia. Ile osób tyle wrażeń. Przed wyjazdem słyszeliśmy: Gosia uważaj Hindusi będą cię klepać po tyłku. Uważajcie na żebrzące dzieci, które będą od Was żądać pieniędzy. Uważajcie na jedzenie i picie, szybko będziecie biegać do toalety. Będą was próbować oszukać na każdym kroku. Szczerze…? Nam Indie dały zupełnie coś innego, ale to w dalszej części.
Ciąg dalszy nastąpi…
Naszą opowieść o Indiach podzieliliśmy na 3 części:
1. pierwsze wrażenia
2. inna rzeczywistość
3. Indus Valley zwiedzanie fabryki.
Za kilka dni kolejne części.


Komentarze (0)