Blog search

Czy plastiki biodegradowalne to ściema?

Czy plastiki biodegradowalne to ściema?

Coraz więcej producentów, szukając ekorozwiązań, sięga po bioplastik. Jeden z rodzajów bioplastiku to PLA, czyli polilaktyd, który powstaje z materiału roślinnego, takiego jak kukurydza czy cukier trzcinowy. Reklamowany jako w pełni biodegradowalny i nadający się do recyklingu, wprowadza pewne zamieszanie i dezinformację użytkowników. Sprawdziliśmy, czy w polskich realiach PLA ma szansę dostać drugie życie lub zostać skompostowany?

Skrót dla niemających czasu:

  • Bioplastiki to stosunkowo nowe tworzywa na naszym rynku, powstające z surowców roślinnych, np. kukurydzy.

  • Bioplastiki dzielą się na trwałe (które można poddać recyklingowi) i biodegradowalne.

  • Bioplastiki biodegradowalne (PLA) wymagają określonych warunków do degradacji.

  • Jeśli PLA nie mają odpowiedniego certyfikatu, nie mogą być przeznaczone na kompost.

  • W Polsce bioplastiki trwałe mogą być recyklingowane (choć gdy służyły do przechowywania kosmetyków i chemii gospodarczej, sortownia je odrzuci).

  • W Polsce PLA nie jest przetwarzane i powinno wylądować w odpadach zmieszanych.

Zacznę od tego, że sama mam problem z bioplastikami. Mam w domu kilka produktów z PLA, które prędzej czy później się zużyją (np. szczoteczki do zębów). Pytałam specjalistów o to, w jaki sposób traktowane są takie odpady w sortowniach i czy powinnam wyrzucać je razem z tworzywami sztucznymi, czy zmieszanymi, a może mogę zakopać je w kompostowniku?

Odpowiedzi, jakie padały, nie zaskoczyły mnie. Ale od początku.

Dwa rodzaje bioplastików

Bioplastiki mogą być dwojakiego rodzaju: trwałe i biodegradowalne. Oba powstają z surowców roślinnych, takich jak skrobia kukurydziana czy trzcina cukrowa.

Po pierwsze mamy bioplastiki trwałe, które nie podlegają biodegradacji, natomiast nadają się do recyklingu. Z roślin do produkcji tworzywa uzyskuje się etylen. Wykorzystanie naturalnej biomasy rośliny, która dzięki naturalny procesom wzrostu zawiera dwutlenek węgla, umożliwia zaoszczędzenie energii wykorzystywanej w produkcji konwencjonalnych tworzyw sztucznych.

Co ważne, taki polietylen z biomasy (PET, symbol na opakowaniu „1”) nadaje się do recyklingu razem z polietylenem pozyskanym z ropy naftowej. W tym wypadku można mówić więc o korzyściach środowiskowych, jakie płyną z używania bioplastików trwałych.

Niestety, jak dowiedziałam się od specjalistki zajmującej się zagadnieniem recyklingu w Polsce, Marty Krawczyk z Rekopolu (tu przeczytacie wywiad z nią), tylko te opakowania PET w polskich sortowniach trafiają do recyklingu, które miały przeznaczenie jako opakowanie do żywności. Czyli… wszystkie nawet najbardziej ekologiczne opakowania z bioplastiku trwałego PET, które zawierały chemię gospodarczą lub kosmetyki, w Polsce są przeznaczane do spalenia, ponieważ nie spełniają wystarczająco wysokich wymagań jakości.

Po drugie są bioplastiki biodegradowalne, czyli PLA (polylactic acid, poli(kwas mlekowy), polilaktyd). I z nimi utrapienie zaczyna się w momencie, kiedy chcemy wyrzucić pojemnik z PLA do śmieci.

Ich rzekomą zaletą jest możliwość biodegradacji, co wyróżnia je wśród tworzysz sztucznych. Biodegradacja to proces, w którym m.in. bakterie i grzyby rozkładają związki organiczne na prostsze składniki. Czasem jednak, i tak właśnie jest w wypadku PLA, do rozkładu związków organicznych potrzebne są warunki takie jak odpowiednia ilość światła, wilgotności, dostępu tlenu czy temperatura. Takie warunki można uzyskać wyłącznie w kompostowniach przemysłowych.

Dodam, że słowo biodegradacja jest obecnie nadużywane jako synonim ekologiczności. Jeśli coś jest biodegradowalne, to na pewno jest eko! - pomyślą konsumenci. Niestety, prawdopodobieństwo, że sortownia odpadów przekaże takie biodegradowalne odpady kompostowni przemysłowej, jest tak naprawdę znikome.

Polskie kompostownie, jak się dowiedziałam, nie są przygotowane na biodegradowalne plastiki (PLA), bo są nastawione przede wszystkim na bioodpady typu liście czy skoszona trawa.

Biodegradowalne szczoteczki do zębów: co to znaczy?

Weźmy przykład moich szczoteczek do zębów. Mam w domu jedną szczoteczkę Yaweco wykonaną częściowo z PLA, dwie z tworzywa sztucznego i jedną bambusową.

Ta z dodatkiem PLA (60% biopolimerów w wymiennej główce), podobnie jak zwykła szczoteczka, ma rękojeść wykonaną z dwóch tworzyw sztucznych (polipropylen i TPE). W wypadku Yaweco tylko wymienna główka, razem z włosiem, jest częściowo biodegradowalna. Rękojeści szczoteczek łączących dwa różne tworzywa są zmorą sortowni. Oddzielanie ich nie jest raczej opłacalne.

Najbardziej ekologiczne z tego wyboru są oczywiście szczoteczki bambusowe, ponieważ ich trzonki wykonane są całkowicie kompostowalnego drewna bambusowego. Natomiast włosie przytwierdzone do główek, jeżeli jest wykonane z nylonu, może być co najwyżej biodegradowalne w kompostowni, która się tego podejmie.

A więc trzonek takiej szczoteczki możemy wrzucić do domowego kompostownika (co robię raz na jakiś czas), ale główkę musimy odłamać i (w Polsce) wrzucić do odpadów zmieszanych.

Czy bioplastiki to zwykły greenwashing?

I tak, i nie.

Mam nieodparte wrażenie, że wielu producentów wykorzystuje niewiedzę i niezorientowanie konsumentów, podając im informację o tworzywie sztucznym, które może wydawać się o niebo lepszym rozwiązaniem niż to ropopochodne. Jak się okazuje, czasem zwykłe tworzywo typu HDPE będzie miało wyższy odsetek recyklingowalności niż bio-PET. Z kolei biodegradowalne plastiki w Polsce nie mają praktycznie szans trafić do odpowiedniej kompostowni. Co najwyżej skończą jako paliwo alternatywne (czytaj: zostaną spalone).

Nie jest jednak tak, że należy zupełnie odrzucić PLA i bioplastiki trwałe. Prawdopodobnie powstanie w końcu w Polsce system zbiórki takich tworzyw, zwłaszcza gdy się upowszechnią i ich segregacja będzie opłacalna.

Nie miejmy jednak złudzeń: biodegradacja to chwytliwe hasło, wciąż w dużym stopniu bez pokrycia.

Poprosiłam Julię Wizowską, blogerkę (Na Nowo Śmieci)  i upcyklerkę o komentarz:

Przeprowadziłam ostatnio wywiad z dr inż. Eweliną Basiak, która od lat naukowo zajmuje się przyjaznymi dla środowiska opakowaniami. Ona potwierdziła to, co już wcześniej czułam intuicyjnie: dostępne na rynku produkty „degradowalne” często są trikiem marketingowym. Mamy materiały biodegradowalne i oxydegradowalne, które do rozkładu potrzebują określonych warunków. Nie wystarczy zakopać w ogródku, muszą istnieć specjalne instalacje, których niestety brak. Aby materiał rozłożył się w domowych warunkach, powinien być kompostowalny - o kompostowalności świadczy certyfikat, wykręcona w ósemkę roślinka.

Czy Julia wybiera materiały biodegradowalne?

Informacja o „degradowalności” jakiegoś materiału nie determinuje mojego wyboru, zwłaszcza jeśli to informacja od producenta, a nie z niezależnego źródła. Najważniejsze jest dla mnie, by produkt był wykonany z naturalnego materiału. Mam do niego większe zaufanie: raz, że jako użytkowniczka wolę go od sztucznych tworzyw, a dwa, wiem jak zachowa się w środowisku jako odpad.

Zanim więc zdecydujecie się na zakup danego produktu, skuszeni hasłem jego biodegradowalności, sprawdźcie dokładnie, co się za tym kryje. Być może producent postarał się o dobry PR i nawet nie skłamał, ale czy wyszedł naprzeciw Waszym oczekiwaniom?

Artykuł dodano dnia: 2018-03-01 by Joanna Baranowska Home, Poradnik 5969

O autorce / autorze ;)

Redaktorka i dziennikarka, absolwentka UW, prowadzi proekologiczny blog Organiczni.eu. Mama dwóch synów, żona aktywisty rowerowego. Wnikliwie przygląda się wszystkiemu, co nosi nazwę "eko" i tropi greenwashing. Działa w warszawskim Stowarzyszeniu Kooperatywa Spożywcza DOBRZE.

Komentarze

Porównać 0
Wyświetleń
Dalej

Brak produktów

To be determined Przesyłka (domyślna 1)
0,00 zł Podatek
0,00 zł Razem:

Podane ceny są cenami brutto

Realizuj Zamówienie